top
logo

e-urząd

Rodzicu załatwiaj sprawy urzędowe przez Internet!

Wspinaczka, góry, duchy, pieczonki, gra w „mafię” przy ognisku - oto, co dzieciaki z Klubu Przyjaciół Przygód lubią najbardziej.



Klub Przyjaciół Przygód w niecałej kasie (niektórych brakuje) na szkolnym boisku fot. Marzena Bugała

Czekają na wizytę Ekwadorczyków, lot balonem i wyprawę w skałki i Krzysztofem Wielickim. Ale za nimi już mnóstwo innych wrażeń, w końcu to Przyjaciele Przygód. O takich atrakcjach marzy większość nastolatków. Uczniowie Szkoły Podstawowej nr 22 w Katowicach Załężu mogą się nimi cieszyć dzięki inwencji Barbary Syrek, szkolnej pielęgniarki i Aleksandry Godzik, bibliotekarki. Klub Przyjaciół Przygód w zaleskiej szkole działa od półtora roku. Jego założycielki zwracają uwagę, że klub działa właśnie w tej dzielnicy. By iść pod prąd utartej opinii, że Załęże to tylko bieda, alkohol i związane z tym problemy.

Dziś do klubu należy prawie 40 dzieci, niektóre już wyrosły z podstawówki, ale dalej, jako starszyzna, przychodzą na zajęcia, wyjeżdżają na obozy. Jest trochę jak u Bahdaja, kiedy podczas wypraw z uporem szukają duchów, trochę jak u harcerzy, kiedy trzeba przejść chrzest, a trochę jak u spontanicznych obieżyświatów, kiedy duża grupa dzieciaków i panie opiekunki łapią na stopa... wóz z kapustą.

Aż latarka spada...
Klubowicze co tydzień spotykają się w szkole. - Tu uczymy się zasad udzielania pierwszej pomocy, odpowiedzialności za drugiego człowieka, dyscypliny, robimy plany - opowiada Barbara Syrek. Najważniejsze oczywiście są wycieczki. Wtedy się dzieje... - Żeglowaliśmy po „morzu" Czorsztyńskim, próbowaliśmy doić krowę, kierowaliśmy pociągiem, byliśmy w kopalni srebra i soli, próbowaliśmy jeździć na nartach, na koniach w Świerklańcu, zapalaliśmy ognisko jedną zapałką i nam się udało - wyliczają klubowicze: Daniel, Mała, Pocahontas, Damian, Kamila, Papik, Świstak, Hipolit, Odjazdowa, Szymon i dwie Księżniczki (nierozłączne przyjaciółki).

Żelazny punkt ich wypraw to szukanie duchów. W Rycerce Dolnej śledzili „faceta bez głowy", w Zwardoniu spotkali Białą Damę jak... odkręcała kran. Na poszukiwania wychodzą przed północą, zawsze z sukcesem. - Ostatnio nas gonił taki jeden w białym płaszczu, bez nóg, aż mi latarka spadła - wspomina klubowicz. Najbardziej lubią góry, czytają o taternikach, himalaistach. Mają ambitny plan: chcą zdobyć Koronę Gór Polski. Zaczną od Ślęży, kiedyś skończą na Rysach. - Cały czas nabieramy doświadczenia - przyznają. Już niebawem uczyć się będą od mistrza: w Dzień Dziecka pojadą w skałki z Krzysztofem Wielickim.

Dobrze robić pieczonki
To elitarna grupa, do której wstęp mają ci, którzy przejdą ciężkie próby. Dzieci zgodnie przyznają, że najokrutniejszą z nich jest próba... milczenia. - Ale miałam wtedy spokój - wzdycha Barbara Syrek. Na wyprawach same gotują, to najlepiej robi starszyzna (choć nic nie przebije pomidorowej pani Basi), Księżniczki zaś ponoć najlepiej „zmywają gary". - Nie oddalać się od grupy, byc odpowiedzialnym za innych, dobrze się zachowywać, dobrze robić pieczonki - wymieniają jeden przez drugiego reguły klubowego życia. Cały czas czegoś się uczą: znaków i zachowania w górach, sprzątania, bycia samodzielnym, mycia garów, reanimacji, pierwszej pomocy. Finansowo pomaga im szkoła, ale też sami zbierają makulaturę, puszki, żeby wycieczki taniej wychodziły. Zarażają energią i nie dziwi, że znajdują sponsorów: firmy, nawet prywatne osoby. W kalendarzu mają już zaplanowanych kilka niezwykłych zdarzeń: lot balonem, czy ostatnio uzgadniane spotkanie z Ekwadorczykami. Nadal szukają osób, które znają ciekawe, warte odwiedzenia miejsca lub chcą wesprzeć ich działalność.

Marta Żabińska
Dziennik Zachodni nr. 79 z dnia 3 kwietnia 2007 (dodatek EDUKACJA str. 5)

Misja szkoły: Wszechstronny rozwój wrażliwych i dbajacych o zdrowie uczniów, którzy sprostają wyzwaniom dnia jutrzejszego.

BIP

Spacer po szkole


bottom

Powered by Joomla!. Valid XHTML and CSS.